Karolina w swoim wpisie na Facebooku pisze:
"Fumar Perjudica

Jaskinia Mamutowa
Od dłuższego czasu (od przejścia Batalionu 2 lata temu) nie dzieliłam się publicznie przejściami wspinaczkowymi, które uznaję za swoje osiągnięcia. Tym razem chcę się podzielić tym doświadczeniem, bo praca nad tą drogą i jej przejście były dla mnie kwintesencją tego czego nauczyłam się przez ostatnie 2 lata.
2 lata temu praca nad Batalionem była dla mnie dosłowną batalią ze swoją głową. Niewspierające myśli, stres przed wstawką, przekonanie że coś ‘powinnam’.
W rezultacie przeszłam tę drogę nie w momencie gdy byłam w stanie zrobić ją fizycznie, ale gdy moja głowa na chwilę odpuściła. Po przejściu czułam satysfakcję ale też (może i przede wszystkim) ulgę. Czułam też że coś z tym trzeba zrobić bo moja ukochana aktywność jaką jest wspinanie dokłada mi stresu zamiast być tym czymś co daje mi przyjemność i ładuje energią do innych działań.
Problem okazał się być bardzo złożony i nie będę tutaj pisać o wszystkich jego aspektach. Napiszę jednak o rezultatach i o kilku działaniach jakie podjęłam by się z nim uporać.
Kluczowe było odkrycie że aspekt mentalny we wspinaniu można trenować! Może zabrzmi to śmiesznie, ale naprawdę nie zdawałam sobie z tego wcześniej sprawy. Mniej też zdawałam sobie sprawę ze wszystkich czynników które wpływają na to jak się czuję - takich jak moment cyklu, albo preferencje dotyczące np ilości ludzi i hałasu w skałach.
To była długa podróż poznawania własnych motywacji, kwestionowania ich i zmiany. Transformacji niesłużących, i często nieprawdziwych przekonań, na temat siebie i w ogóle wspinania. Jednym z ubocznych efektów jest to że… wspinam się mniej. Że angażuję się w inne rzeczy niż wspinanie (muza!

), że (bardziej) respektuję własne ograniczenia związane np z tym że codzienne życie bywa obciążające i potrzebny jest czas na odpoczynek. Zaczęłam przyglądanie się swojej psychice bo mi bardzo zależało na tym by się lepiej wspinać, a w trakcie tej drogi okazało się że może chcę trochę “za bardzo” i że to wcale mi nie służy i że nie zawsze więcej znaczy lepiej

Jednym z kluczowych dla mnie elementów tej zmiany było ograniczenie zewnętrznej motywacji jaką było uznanie w oczach innych ludzi. Kilka razy nawet powiedziałam sobie że jeśli przejdę drogę X to nikomu o tym nie powiem, chyba że ktoś wprost zapyta.
Raz zrobiłam trudną drogę dosłownie we wstawce przed którą to sobie obiecałam

Momentalnie zniknął wszelki niepokój związany z zastanawianiem się: “zrobię” czy “nie zrobię”.
W innych przypadkach to także działało cuda. Serdecznie polecam taki eksperyment. Ale trzeba później dotrzymać danego sobie słowa

Teraz jestem w zupełnie innym miejscu

Zrobienie Fumara było celem. Ale też było efektem ubocznym głównego celu którym było - dawać z siebie tyle ile mogę w danym momencie i spędzać fajnie czas w naturze.
Wspinanie jest mi potrzebne. Czuję ile daje mi energii do życia. Jak dobrze na mnie wpływa - począwszy od tego że jest to po prostu ruch i wysiłek który sprawia że lepiej się czuję fizycznie i psychicznie, a skończywszy na tym że osiąganie celów jest po prostu fajne i satysfakcjonujące. Ale jak ze wszystkim - skrajności bywają niebezpieczne i nawet najfajniejsza zajawka może się niepostrzeżenie zmienić w orkę na ugorze i pracę ponad siły w zapomnieniu jaki tak właściwie jest tego wszystkiego cel.
Poniżej kilka kluczowych elementów dotyczących samego przejścia, które mi dziś pomogły i pozwoliły przejść drogę. (mentalnych, fizyczne czy taktyczne pominę)

Spokój przed wstawką - żadnego “performance anxiety”

Ciekawość tego jak mi pójdzie w miejsce oczekiwania pewnego resultatu

Przyzwolenie na tzw “porażkę” (porażkę w standardowym rozumieniu tego słowa - czyli na fakt że nie zrobię drogi w tej próbie.)

Pozytywne nastawienie - Warun nie był idealny. Łatwo byłoby się zniechęcić i stwierdzić że dziś to nie ma sensu. Zamiast tego podczas rozgrzewki stwierdziłam: “ok. jest trochę wilgotno, ale da się i nie utrudnia to drogi na tyle bym nie była w stanie jej dziś przez to zrobić. Zauważyłam też fakt że podhaczki palców wręcz sę lepiej zacierają.

Wdzięczność że jest wystarczająco dobrze. Prognozy wskazywały na pogodowy armagedon co prawdopodobnie znacznie podniosłoby poziom wilgoci w powietrzu, a nawet nie padało. W najgorszym razie zrobię dobry trening


Przyzwolenie na błędy i nie odpuszczanie gdy coś pójdzie nie tak. - Podczas przejścia 2 razu prawie spadłam. Raz przez źle złapany chwyt drugi przez wyślizgnięcie się ręki z chwytu. Zamiast poddać się i stwierdzić że “teraz to już nie ma sensu bo cośtam” szybko zareagowałam, przywalczyłam i nie wpłynęło to negatywnie na dalsze wspinanie (a łatwo mogłoby przez myśli w stylu “słaby warun, wszystko jedzie” albo “zmęczyłam się bardziej niż powinnam, to się nie uda”.

Wzięcie odpowiedzialności za moje wspinanie. To jest potężne. Nie szukałam dziury w całym i usprawiedliwień. Zrobiłam wszystko co mogłam by wspiąć się jak najlepiej potrafię. tylko tyle i aż tyle.

Moim celem nie było “zrobić drogę” albo “mieć zrobioną drogę”. Moim celem było oddać najlepszą możliwą próbę jaką jestem w stanie w tym momencie oddać.

Zaufanie że zrobiłam wszystko by się dobrze przygotować - to zdejmuje ciężar zastanawiania się “czy jestem wystarczająco silna/czy am optymalne patenty” - po prostu idziesz,

Słowo klucz - Mantra. Było to “PRECYZJA”. Dziękuję
Rafał Kubów za przypomnienie mi tego w kluczowym momencie


Nie branie tego wszystkiego za bardzo na serio

Wspinamy się po jakimś kawałku skały i robimy z tego czasem sens życia. I to jest ok. Ale fajnie popatrzeć na to z dystansu i zauważyć… że po prostu wchodzimy na kamyki

To czasem znaczy wszystko. I jednocześnie nic nie znaczy

To nie jest koniec drogi. Jak ze wszystkim - bez treningu się zapomina.
Dla tych którzy doczytali do końca - jeśli coś z problemów które opisałam brzmi dla was znajomo to bardzo polecam kursy Strong Mind. Ich kurs Performance Hacks poprowadził mnie przez zawiłości własnej psychiki, a to czego się nauczyłam wpływa korzystnie nie tylko na moje wspinanie ale też podejście do innych wyzwań.
Niech żyje wspinanie!

"
NIECH ŻYJE!
Brawo Karolina!
Zobacz wideo z przejścia: