Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

polski / zł
polski

Karolina Ośka przechodzi „Fumar perjudica” VI.7 w Jaskini Mamutowej

Nasza ambasadorka Karolina Ośka powtarza "Fumar perjudica" VI.7 w Mamutowej. 
Przeczytajcie, jak opowiada o tym przejściu i podejściu do wspinania.
 
 
Karolina Ośka przechodzi „Fumar perjudica” VI.7 w Jaskini Mamutowej
Karolina w swoim wpisie na Facebooku pisze:

"Fumar Perjudica ✅
Jaskinia Mamutowa
Od dłuższego czasu (od przejścia Batalionu 2 lata temu) nie dzieliłam się publicznie przejściami wspinaczkowymi, które uznaję za swoje osiągnięcia. Tym razem chcę się podzielić tym doświadczeniem, bo praca nad tą drogą i jej przejście były dla mnie kwintesencją tego czego nauczyłam się przez ostatnie 2 lata.
 
2 lata temu praca nad Batalionem była dla mnie dosłowną batalią ze swoją głową. Niewspierające myśli, stres przed wstawką, przekonanie że coś ‘powinnam’.
W rezultacie przeszłam tę drogę nie w momencie gdy byłam w stanie zrobić ją fizycznie, ale gdy moja głowa na chwilę odpuściła. Po przejściu czułam satysfakcję ale też (może i przede wszystkim) ulgę. Czułam też że coś z tym trzeba zrobić bo moja ukochana aktywność jaką jest wspinanie dokłada mi stresu zamiast być tym czymś co daje mi przyjemność i ładuje energią do innych działań.
Problem okazał się być bardzo złożony i nie będę tutaj pisać o wszystkich jego aspektach. Napiszę jednak o rezultatach i o kilku działaniach jakie podjęłam by się z nim uporać.
Kluczowe było odkrycie że aspekt mentalny we wspinaniu można trenować! Może zabrzmi to śmiesznie, ale naprawdę nie zdawałam sobie z tego wcześniej sprawy. Mniej też zdawałam sobie sprawę ze wszystkich czynników które wpływają na to jak się czuję - takich jak moment cyklu, albo preferencje dotyczące np ilości ludzi i hałasu w skałach.
To była długa podróż poznawania własnych motywacji, kwestionowania ich i zmiany. Transformacji niesłużących, i często nieprawdziwych przekonań, na temat siebie i w ogóle wspinania. Jednym z ubocznych efektów jest to że… wspinam się mniej. Że angażuję się w inne rzeczy niż wspinanie (muza! 🎶 ❤️), że (bardziej) respektuję własne ograniczenia związane np z tym że codzienne życie bywa obciążające i potrzebny jest czas na odpoczynek. Zaczęłam przyglądanie się swojej psychice bo mi bardzo zależało na tym by się lepiej wspinać, a w trakcie tej drogi okazało się że może chcę trochę “za bardzo” i że to wcale mi nie służy i że nie zawsze więcej znaczy lepiej 🙂
Jednym z kluczowych dla mnie elementów tej zmiany było ograniczenie zewnętrznej motywacji jaką było uznanie w oczach innych ludzi. Kilka razy nawet powiedziałam sobie że jeśli przejdę drogę X to nikomu o tym nie powiem, chyba że ktoś wprost zapyta.
 
Raz zrobiłam trudną drogę dosłownie we wstawce przed którą to sobie obiecałam 🙂 Momentalnie zniknął wszelki niepokój związany z zastanawianiem się: “zrobię” czy “nie zrobię”.
W innych przypadkach to także działało cuda. Serdecznie polecam taki eksperyment. Ale trzeba później dotrzymać danego sobie słowa 😉
Teraz jestem w zupełnie innym miejscu 🙂
 
Zrobienie Fumara było celem. Ale też było efektem ubocznym głównego celu którym było - dawać z siebie tyle ile mogę w danym momencie i spędzać fajnie czas w naturze.
Wspinanie jest mi potrzebne. Czuję ile daje mi energii do życia. Jak dobrze na mnie wpływa - począwszy od tego że jest to po prostu ruch i wysiłek który sprawia że lepiej się czuję fizycznie i psychicznie, a skończywszy na tym że osiąganie celów jest po prostu fajne i satysfakcjonujące. Ale jak ze wszystkim - skrajności bywają niebezpieczne i nawet najfajniejsza zajawka może się niepostrzeżenie zmienić w orkę na ugorze i pracę ponad siły w zapomnieniu jaki tak właściwie jest tego wszystkiego cel.
 
Poniżej kilka kluczowych elementów dotyczących samego przejścia, które mi dziś pomogły i pozwoliły przejść drogę. (mentalnych, fizyczne czy taktyczne pominę)
💡 Spokój przed wstawką - żadnego “performance anxiety”
💡 Ciekawość tego jak mi pójdzie w miejsce oczekiwania pewnego resultatu
💡 Przyzwolenie na tzw “porażkę” (porażkę w standardowym rozumieniu tego słowa - czyli na fakt że nie zrobię drogi w tej próbie.)
💡 Pozytywne nastawienie - Warun nie był idealny. Łatwo byłoby się zniechęcić i stwierdzić że dziś to nie ma sensu. Zamiast tego podczas rozgrzewki stwierdziłam: “ok. jest trochę wilgotno, ale da się i nie utrudnia to drogi na tyle bym nie była w stanie jej dziś przez to zrobić. Zauważyłam też fakt że podhaczki palców wręcz sę lepiej zacierają.
💡 Wdzięczność że jest wystarczająco dobrze. Prognozy wskazywały na pogodowy armagedon co prawdopodobnie znacznie podniosłoby poziom wilgoci w powietrzu, a nawet nie padało. W najgorszym razie zrobię dobry trening 🙂
💡 Przyzwolenie na błędy i nie odpuszczanie gdy coś pójdzie nie tak. - Podczas przejścia 2 razu prawie spadłam. Raz przez źle złapany chwyt drugi przez wyślizgnięcie się ręki z chwytu. Zamiast poddać się i stwierdzić że “teraz to już nie ma sensu bo cośtam” szybko zareagowałam, przywalczyłam i nie wpłynęło to negatywnie na dalsze wspinanie (a łatwo mogłoby przez myśli w stylu “słaby warun, wszystko jedzie” albo “zmęczyłam się bardziej niż powinnam, to się nie uda”.
💡 Wzięcie odpowiedzialności za moje wspinanie. To jest potężne. Nie szukałam dziury w całym i usprawiedliwień. Zrobiłam wszystko co mogłam by wspiąć się jak najlepiej potrafię. tylko tyle i aż tyle.
💡 Moim celem nie było “zrobić drogę” albo “mieć zrobioną drogę”. Moim celem było oddać najlepszą możliwą próbę jaką jestem w stanie w tym momencie oddać.
💡 Zaufanie że zrobiłam wszystko by się dobrze przygotować - to zdejmuje ciężar zastanawiania się “czy jestem wystarczająco silna/czy am optymalne patenty” - po prostu idziesz,
💡 Słowo klucz - Mantra. Było to “PRECYZJA”. Dziękuję Rafał Kubów za przypomnienie mi tego w kluczowym momencie 🙂
💡 Nie branie tego wszystkiego za bardzo na serio 🙂 Wspinamy się po jakimś kawałku skały i robimy z tego czasem sens życia. I to jest ok. Ale fajnie popatrzeć na to z dystansu i zauważyć… że po prostu wchodzimy na kamyki 🙂 To czasem znaczy wszystko. I jednocześnie nic nie znaczy 🙂
 
To nie jest koniec drogi. Jak ze wszystkim - bez treningu się zapomina.
Dla tych którzy doczytali do końca - jeśli coś z problemów które opisałam brzmi dla was znajomo to bardzo polecam kursy Strong Mind. Ich kurs Performance Hacks poprowadził mnie przez zawiłości własnej psychiki, a to czego się nauczyłam wpływa korzystnie nie tylko na moje wspinanie ale też podejście do innych wyzwań.
Niech żyje wspinanie! 💪🙃"
 
NIECH ŻYJE! 
Brawo Karolina! 
 
Zobacz wideo z przejścia: 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz